Tegorocznego Assassin's Creed kupiłem z tą samą mentalnością, z jaką kupowałem wszystkie poprzednie odsłony - niezbyt ambitna i za prosta, ale diablo przyjemna zabawa. Upstrzona niestety absolutnymi bzdurami z pogranicza science i historical fiction, które jednak da się przełknąć. Niektóre odsłony lubiłem mniej (Liberation..), inne bardziej (Black Flag!), jednak seria AC dla mnie zawsze była swoistą gwarancją dobrze spędzonego czasu. Syndicate mnie zaciekawił przede wszystkim okresem historycznym - Sherlock Holmes, Kuba Rozpruwacz, delikatny zapach steampunku. Czego chcieć więcej, jak tylko podpiąć wiernego pada i dobrze się bawić? Wstępnie nie planowałem nawet recenzować tej gry na łamach bloga, jednak ostatecznie zmieniłem plany. Bo niech mnie diabli, jeżeli to nie jest bezapelacyjnie najlepszy Assassin's Creed stworzony kiedykolwiek.
The unstoppable Frye twins!
Fabuła "Syndykatu" skupia się na postaciach rodzeństwa Frye'ów - Jacoba oraz Evie, którzy zmęczeni apatią Bractwa decydują się na odzyskanie Londynu z łap Templariuszy, ze złowrogim Crawfordem Starrickiem na czele. Całokształt fabuły, designu oraz ogólnego klimatu produkcji bardzo intensywnie przypomina mi filmową dylogię Sherlocka Holmesa w reżyserii Guy'a Ritchiego - twórcom świetnie udało się odwzorować ten mroczny, oryginalny, pseudo fantastyczny nastrój produkcji. W dodatku nie zachowuje się on zawsze śmiertelnie poważnie - wrzucając luźniejsze dialogi, zabawne komentarze czy zróżnicowane smaczki i inspiracje możliwe do dostrzeżenia. Nie powiem, bo bardzo ulepsza i ubogaca to doświadczenia płynące z produkcji, która nie jest tylko dobrym "sandboxem historycznym" ale też dobrą i pasującą klimatem grą Assassin's Creed. Nawet same misje, postacie czy konstrukcja świata gry wspaniale potrafią na to wpłynąć - poszukiwanie zabawek zostawionych przez "Pierwszą Cywilizację" czy też robienie za wojskowego chłopca na posyłki zostało wyrzucone na śmietnik. Zamiast tego mamy do czynienia z misjami, czy po prostu działaniami które ja zawsze chciałem kojarzyć z postaciami Assassynów. Zabijamy Templariuszy. Aresztujemy z pomocą policji gangsterów. Ratujemy dzieci pracujące przymusowo w fabrykach. To jest dla mnie prawdziwe światełko tej gry, które niby jest głupotą, paczką innych skórek i tekstur - jednak tak mocno zmienia moje nastawienie do postaci, do Bractwa, do zabawy. Nie jesteśmy już sługusem walczącym dla mętnej postaci u góry - tylko ratujemy ludzi, niewinnych. Zamiast bycia "cieciem" to jesteśmy Batmanem w wydaniu steampunkowym. A wybaczcie mi, Batmana w wydaniu steampunkowym pobić się nie da - chyba że zwykłym Batmanem. Sprawia to że zadania poboczne stanowią integralną część narracyjną gry. "Oppression Has to End", hasło gry mówi. I de facto właśnie to robimy - rozbieramy opresyjne rządy Templariuszy dzielnica po dzielnicy. Fabryka po fabryce. Oficer po Oficerze. I wszędzie czujemy, że nasze akcje mają znaczenie. Ludzie Nas rozpoznają. Sieroty nam dziękują. Bandyci się boją. Policja konsekwentnie udaje że nie widzi, jak dorabiamy jakiemuś bandziorowi Uśmiech z Glasgow z pomocą ukrytego ostrza. Po raz pierwszy czułem, ja wiem - wiarę? - w Assassynów jako zakon, czy w sens działań bohaterów. Owszem, Black Flag był znakomitym "Symulatorem Pirata", jednak jako Assassin był beznadziejny. A Kenwaya mogę zaliczyć jako jednego z najmniej przyjemnych protagonistów w jakiejkolwiek grze komputerowej. Zamiast tego mamy bardzo naturalne, bardzo ciekawe i bardzo nowoczesne duo, które do mnie przemawia. Jacob, który jest tym gadatliwym, bezczelnym, w gorącej wodzie kąpanym młodszym bratem, któremu zależy przede wszystkim na odbiciu Londynu. Oraz Evie - zaslugująca na order najlepszej protagonistki ostatnich lat. Pierwsze, że wygląda bezbłędnie - genialny strój Mistrza Assassynów połączony z niesamowicie ładną, taką naturalną i niezbyt agresywnie seksowną buzią. A do tego kalkulacyjna, chłodna, niesamowicie inteligentna osobowość, która wspaniale kontrastuje z narwanym Jacobem - oraz czyni z nich znakomity, przekonujący duet."With every swing of my fist - I'll break their control."
Pierwszy raz od pierwszej odsłony sagi mogę powiedzieć, że Assassin's Creed jest skradanką z prawdziwego zdarzenia. Stabilny, jednak niezbyt satysfakcjonujący i raczej monotonny system trzymający się serii od początku został zastąpiony przez coś, co z czystym sumieniem mogę określić jako mechanikę, która aktywnie karze gracza za bezmyślność i otwarte starcia, oraz aktywnie nagradza eksplorację, obserwację i kreatywne rozwiązywanie sytuacji - cechy, które powinien mieć Assassyn. W dodatku Syndykat stanowi znakomite rozwinięcie ulepszeń zapoczątkowanych już w Unity - w którego niewielu z Was miało okazję pograć, bo optymalizacja była, i jest równie zła jak ta w Arkham Knight. Możecie oficjalnie pożegnać się z morderczą, jednoprzyciskową kontrą przez którą każda walka zamieniała się w żart. Kontra zadaje teraz śladowe ilości obrażeń, przeciwnicy bardzo chętnie otaczają bohatera oraz atakują w kilku na raz. Często w dodatku blokując, kontrując czy przerywając nasze ataki. Wprowadziło to zupełnie inne tempo zabawy, kiedy jesteśmy zmuszeni do walki na otwartym polu. Zamiast tego cierpliwego, nudnego czekania na atak przeciwnika żeby go skontrować - musimy być cały czas w ruchu, stosować na zmianę uniki z kontrami, zarządzać i o wiele chętniej używać gadżetów, oraz kontrolować pole walki poprzez korzystanie z elementów otoczenia i przeszkód. Podobne zmiany zeszły w ekranie ekwipunku - pamiętacie, jak każdy bohater nosił przy sobie prawdziwą zbrojownię? Te czasy też się skończyły - jedna "duża" broń do walki wręcz, jedna broń palna na raz. Bardzo dobrze wpłynęło też to na zróżnicowanie uzbrojenia, bowiem każdy z trzech dostępnych rodzajów - kukri, miecze w lasce, kastety - zachowuje się nieco inaczej. Jeszcze lepiej z samym skradaniem - znane z poprzedniej odsłony przyspieszenie tempa zabawy spotkało się z rozbudowaniem opcji poruszania o dwa tryby - jawny i "skradany" reprezentowane kolejno przez brak kaptura/melonik i kaptur. I najważniejsze - bardzo poważnie została zwiększona inteligencja oponentów. Nareszcie zachowują się oni w naturalny sposób, nareszcie nauczyli się patrzeć w górę, a także w samą porę opanowali przejście do fazy zaalarmowania od razu kiedy zacznie im się coś nie podobać. Bardzo zgrabnie zostało to połączone z odświeżonym sposobem wykonywania misji fabularnych i pobocznych - otwarty teren, wiele punktów wejścia, wszystkie możliwości w rękach gracza. Ten system a'la Hitman znakomicie łączy się z ulepszeniami w rozgrywce sprawiając, że zadania nareszcie nabrały trochę rumieńców, dzięki czemu nie stanowią smutnego obowiązku pomiędzy ciekawymi elementami.Jedynym kontrowersyjnym unowocześnieniem jest Hookshot - hak, który bardzo przyspiesza eksplorację świata gry. Może i nawet za bardzo, zapewniając zbyt wiele opcji wykorzystania podczas ucieczki przed wrogiem. Nie zrozumcie mnie źle, samo wrażenie korzystania z nowej zabawki jest znakomite, ponownie zbliżając Nas do idei "Steampunkowego Batmana". Czystą przyjemnością było dla mnie skakanie od dachu do dachu, szybkie przejście góra i dół, a także możliwość przefrunięcia całej szerokości ulicy za pomocą jednego "strzału". Jednak z drugiej strony jest to gadżet nieco zbyt mocny, bardzo poważnie negujący możliwości parkour, a także niesamowicie łatwy do użycia podczas wyjątkowo trudnej walki. Dwa strzały - jeden w górę, drugi naprzód i jesteśmy cztery dachy dalej, a przeciwnicy nie mają pojęcia co się stało. Aktywacja trwa moment, przez który możemy zostać ustrzeleni jednak mimo wszystko - chyba wolałbym tą zabawkę spowolnioną albo lekko stonowaną, żeby nie dominowała eksploracji świata.
"I've always thought of myself as a gang leader."
Kolejnym ciekawym elementem jest gang który kontrolujemy i rozbudowujemy podczas gry - Rooks. I nie, drodzy tłumacze Ubisoftu, to nie są jacyś "Skokierzy". To są Gawrony - przecież mają nawet czarne ptaszysko na flagach, uzbrojeniu czy ubraniach. Tak czy owak - Gawrony w grze sprowadzają się do dwóch głównych funkcji. Po pierwsze - rozbudowujemy ich podobnie jak rozbudowywaliśmy Bractwo w AC Brotherhood oraz załogę w AC Black Flag. Kupujemy dla nich uzbrojenie, sklepy, otwieramy puby i gorzelnie celem zdobywania dodatkowych środków pieniężnych podczas gry. Nie ukrywam że brakuje tej motywacji która towarzyszyła załodze statku w Black Flag, jednak mimo wszystko całkiem przyjemnie się tym zajmuje - mamy nawet swoje własne centrum dowodzenia w postaci pociągu krążącego po torowiskach Londynu. Jednak główną siłą, która zachęca Nas do zarządzania zasobami Gawronów jest fakt, że mogą oni pomagać podczas walk, wykonywania misji czy też pilnowania porządku na już przejętych dzielnicach. Motyw "wojny gangów" został wykreowany ciekawie - ulice które przejęliśmy z pomocą Rooks są bezpieczniejsze, kręci się na nich mniej przeciwników, a terenów pilnują uzbrojeni sojusznicy. Na terenach wrogich natomiast nie dość, że lepiej trzymać się z daleka od poziomu ulic, to co jakiś czas możemy znaleźć na przykład sojuszników przegrywających starcia, czy też trzymanych jako zakładnicy na terytorium wroga. Warto więc ich regularnie ulepszać, poprawiać statystyki czy wyposażyć w lepszy ekwipunek, bo w razie ekstremalnej sytuacji mogą nam pomóc w boju czy chociażby stworzyć dogodną sytuację do ucieczki ze szczególnie trudnego starcia. Nieco gorzej z ekonomią świata gry - która znowu wraca do smutnych czasów AC2 i Brotherhood, gdzie po prostu nie ma na co wydawać zarobionych pieniędzy. Owszem, ulepszenia ekwipunku są drogie jak diabli i w dodatku ograniczone poziomami, jednak w końcu kupimy te najlepsze - potem zostaje nam tylko dokładanie kolejnych elementów dla Gawronów. Jednak to jest dorzucanie pieniędzy do powstającej cały czas fali środków, która automatycznie co jakiś czas uderza w Nasz skarbiec w pociągu. Troszkę szkoda - liczyłem, że twórcy nauczyli się z tym radzić za czasów Black Flag. Jednak nie jest to bynajmniej poważny błąd - tym bardziej teraz wyciszony przez fakt, że bohaterowie zdobywają doświadczenie i poziomy, dopiero wtedy odblokowując dostęp do lepszych broni. Nie ma więc już możliwości wyłożenia wszystkich pieniędzy na początku gry, żeby kupić drugi najlepszy miecz i chlastać przeciwników bez problemów. Można powiedzieć że ten system w pewien sposób zmusza Nas do wykonywania zadań pobocznych - jednak z mojej perspektywy to nie jest problem, kiedy te misje są równie przyjemne jak zawartość fabularna."Enjoy your studies. I'll be out, killing Templars."
Bez obaw - Syndicate nie kontynuuje tradycji Ubisoftu związanej ze skopanymi i niedopracowanymi portami PC. Mimo że optymalizacja nie stoi na tym samym poziomie co Battlefront czy trzeci Wiedźmin - to jest całkiem dobra, oraz nie pożera wszystkich zasobów systemowych bez opamiętania. Ponadto wymagania sprzętowe są tutaj całkiem usprawiedliwione - w końcu mamy do czynienia z największym "lądowym" światem gry w całej serii. Londyn podzielony został na dzielnice, z czego zwiedzenie każdej może zająć ładny kawałek czasu - zwłaszcza jeżeli mamy naturę zbieracza i interesują Nas wszystkie dodatkowe skrzynie, Heliksy czy rozrzucone kartki z dziennika Dickensa. Sama jakość grafiki też stoi na bardzo wysokim poziomie - zwłaszcza porównując ją do części trzeciej czy Black Flag. Na ulicach spotykamy tłumy postaci NPC, zarówno poruszających się na piechotę jak i jeżdżących powozami. Znaczącej poprawie uległ też silnik fizyczny i animacje - bohater wreszcie nie porusza się tak koszmarnie sztywno, oraz jego akrobacje parkour nabrały chociaż krztyny realizmu. Wielkie brawa natomiast należą się za ścieżkę dźwiękową - która znowu bardzo wyraźnie sugeruję nam inspirację Holmesami z Downeyem Jr. Świetne, idealnie dobrane do sytuacji motywy muzyczne, które w dodatku świetnie wpasowują się w zaprezentowany okres historyczny. Podobnie z dobraniem głosów postaci - idealnie zagrane i dopasowane kwestie, których z przyjemnością można słuchać."For London. For Family."
Przez cały okres zabawy w Syndicate próbowałem sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz grałem w tak dobrego Assassin's Creed. Odpowiedź brzmi - nigdy. To jest pierwszy Assassin od czasów dwójki, który reprezentuje jakikolwiek rozwój serii - w dodatku rozwój w najlepszą możliwą stronę - kreując znakomitą, trudną i zrównoważoną produkcję. Jednak próbowałem sobie przypomnieć jeszcze jedno - kiedy ostatnio miałem do czynienia z tak dobrą skradanką. I nie mówię tutaj o grze podzielonej pomiędzy "Stealth" a "Action" - jakimi są MGSV czy Shadow of Mordor. Mówię tutaj o grze, w której przemyślane, ciche i ostrożne wyjście jest jedynym, co pozwoli nam sobie poradzić podczas zabawy. Powiedziałbym, że Syndykat stoi na tym samym poziomie co Dishonored kilka lat temu. jednak prawdę mówiąc gra Ubisoftu jest lepsza - z uwagi na otwartą strukturę świata oraz lepiej wyważoną trudność zabawy. Assassin's Creed Syndicate jest dla mnie największą, i najprzyjemniejszą niespodzianką tego roku. Spodziewałem się tego samego co w poprzednich latach - znośnej, wciągającej i banalnie prostej zabawki która mnie zachęci otwartym światem i przyjemną rozgrywką. Zamiast tego dostałem znakomite doświadczenie umiejscowione w jednym z najciekawszych możliwych okresów historycznych. I najlepszą dedykowaną, miejscami wręcz oldskulową w zamyśle skradankę ostatnich lat. Pełna wolność w wyborze drogi i środków do wykonania misji. Poziom trudności który bezlitośnie łoi brak ostrożności i otwarte starcia. I niesamowita wręcz satysfakcja wynoszona z każdej sesji - z eksploracji Londynu, z wykonywania zadań, z trudnej i desperackiej walki. Nawet jeżeli dotychczas seria AC Was nie przekonała, bądź uważacie że skończyła się dawno temu, a teraz stanowi odcinanie kuponów - spróbujcie Syndykatu. Będziecie bardzo, ale to bardzo miło zaskoczeni.Moja ocena: 9/10
+ świetny, dobrze wykorzystany okres historyczny
+ zmiana kierunku w kreacji działań oraz motywacji protagonistów
+ przekonujący i ciekawi bohaterowie
+ ogromny, żywy świat gry
+ unowocześnienie mechaniki zabawy
+ znaczące zwiększenie poziomu trudności
+ nastawienie rozgrywki przede wszystkim na ciche, przemyślane działanie
+ otwarte, rozbudowane misje fabularne
+ dopracowana i zoptymalizowana oprawa graficzna
+ świetna muzyka i doskonały voice acting
- przesadzona siła oraz przydatność Hookshota
- mała użyteczność pieniędzy w dalszej części gry






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz